Wiersze: A Dodaj wiersz »
Kl?twa
Kto by? przyczyn? rozstania naszego - Niechaj ?zy moje upadn? na niego!
I niech tak samo serce mu przygniot?
Samotnym ?alem i pr??n? t?sknot?!
Kto by? przyczyn? naszego rozstania -
Niech nie doczeka s?odkiego spotkania,
Lecz niechaj ginie z dala od kochanej,
Nie pocieszony i nie ?a?owany!
Adam Asnyk
13 pa?dziernika 1870 ~ Asnyk Adam
Huczy woda po kamieniach
Huczy woda po kamieniach, A na g??bi cicho p?ynie -
Nie s?d? ludzi po zachceniach,
Ale prawdy szukaj w czynie.
Kto prawdziwie czu? niezdolny,
Ten si? szumem s?owa pie?ci -
Potok g?o?ny a swawolny
Ma?o wody w sobie mie?ci.
Lecz spokojnej cisza toni
Zwykle wielk? g??b zwiastuje -
Na wiatr uczu? swych nie trwoni,
Kto g??boko w duszy czuje! ~ Asnyk Adam
Ba?? t?czowa
Po?wi?cona F.V.Kvapilowi Od kolebki bieg?a za mn?
Czarodziejska ba?? t?czowa
I szepta?a wci?? do ucha
Melodyjne zakl?? s?owa.
Urodzona nad wieczorem
Z cichych gaw?d mych piastunek,
Spala ze mn?, na mych ustach
K?ad?c we ?nie poca?unek.
I budzi?a si? wraz ze mn?,
I wraz ze mn? ci?gle ros?a,
I z ko?yski na swych skrzyd?ach
W jaki? dziwny ?wiat mnie nios?a...
Ponad morza purpurowe,
Ponad srebrne nios?a rzeki,
Po zwodzonym mo?cie t?czy
W cudowno?ci ?wiat daleki...
Otworzy?a mi zakl?ciem
Brylantowy w ska?ach par?w
I wkroczy?em raz na zawsze
W kraj olbrzym?w, widm i czar?w.
I zamkn??y za mn? wrota
Jakie? wr??ki czy boginie,
Wi?c na ca?? ?ycia kolej
Szed?em b??dzi? w tej krainie.
W tej krainie, w kt?rej wszystko
O?ywion? bierze posta?,
W kt?rej ka?dy g?az ma dusz?
I cz?owiekiem pragnie zosta?...
Z?otolistnym szed?em gajem,
Gdzie si? wszystko skrzy i z?oci,
Gdzie zakwita skryty w cieniu
Tajemniczy kwiat paproci.
Szed?em gajem, gdzie doko?a
?piewaj?ce szumi? drzewa,
Gdzie m?odo?ci wiecznej ?r?d?o
Czyste wody swe rozlewa.
I wita?y mnie po drodze
Rozmarzone oczy kwiat?w,
Co patrzy?y tak wymownie
W niezmierzon? przestrze? ?wiat?w.
I wita?y ludzkim g?osem
R??nobarwnych ptasz?t ch?ry,
Ukazuj?c dalsz? drog?
Nad przepa?ci brzeg ponury.
Ja s?ucha?em ?piewnej wr??by
I z o?ywczej pi?em fali,
I w g??b dzikszej coraz puszczy
Niestrwo?ony szed?em dalej.
Pr??no gro?ne widma strasz?,
Pr??no k??by gadzin sycz?,
Bieg?em naprz?d, zapatrzony
W jak?? jasno?? tajemnicz?.
I przeby?em czarne puszcze,
I spienionych w?d odm?ty
I stan??em u st?p g?ry
Prostopadle na d?? ?ci?tej.
Na jej szczycie b?yszcza? zamek,
Kryszta?owy gmach olbrzyma,
Co zakl?ciem w swojej mocy
Najpi?kniejsz? z dziewic trzyma.
Przed zamczyskiem stoj? smoki
I te paszcz? sw? czerwon?
Ogie? z?oty i r??owy
Pod ob?oki w g?r? zion?;
Swe spi?owe je??c ?uski,
Broni? skarbu zakl?tego,
Najpi?kniejszej z wszystkich dziewic
W kryszta?owym zamku strzeg?.
Jednak mimo czujnej stra?y
Jam j? ujrza? na ska? szczycie
I odgad?em, ?em tu przyby?,
Aby dla niej odda? ?ycie.
Mia?a gwiazd? na swym czole,
Pod nogami sierp ksi??yca,
B??kit niebios w swoich oczach
I anio??w cudne lica;
I od razu swym spojrzeniem
Zaszczepi?a mi?o?? w dusz? -
I pozna?em, ?e koniecznie
Do niej w g?r? d??y? musz?.
Wi?c po nagiej, g?adkiej ?cianie,
Zapatrzony tylko na ni?,
Na powoj?w wiotkich splotach
Zawisn??em nad otch?ani?.
Coraz wy?ej pn?c si? hardo,
Ju? widzia?em j? przy sobie...
I w zachwycie do kr?lewny
Wyci?gn??em r?ce obie.
Mia?em schwyci? j? w obj?cia...
Gdy powoj?w p?k?y sploty -
I upad?em w g??b otch?ani,
Gdzie z ran gin? i t?sknoty.
Lecz cho? z serca krew up?ywa,
Cho? w przepa?ci ciemnej le??,
Jeszcze wo?am: "Za ni?! za ni?!
Id?cie goni?, o rycerze!
Id?cie pi?? si? w g?r?, w g?r?,
Ponad ciemnych ska? kraw?dzie!
Mo?e przyjdzie kto szcz??liwy,
Co j? we?mie i posi?dzie.
Cho? nie dojdzie - chocia? padnie,
Przecie? ?ycia nie roztrwoni,
Bo najlepsza cz?stka ?ycia
W takiej walce i pogoni.
Warto cho?by widzie? z dala
?w zakl?ty gmach z kryszta?u,
Warto, p?ac?c krwi? i b?lem,
Wej?? w krain? idea?u.
Gdyby przysz?o mi na nowo
Od pocz?tku zacz?? ?ycie,
Bieg?bym jeszcze po raz drugi
Za t? pi?kn? na b??kicie!"
Adam Asnyk
21 czerwiec 1879 ~ Asnyk Adam
Dlaczego wicher tak wieje...
Dlaczego wicher tak wyje I z j?kiem leci ku niebu?
Czy skargi roznosi czyje?....
Czy pie?? zawodzi pogrzebu?
R??ne s? n?dze na ziemi:
S? jedne, co lito?? budz?,
I ma kto p?aka? nad niemi,
I bole?? utuli? cudz?.
S? inne, jakby przekl?te
Od ?wiata, ludzi i Boga...
Gdzie serca rozpacz? wzd?te
Otacza pustka z?owroga.
Nikt si? nad nimi nie ?ali...
Obca im wszelka pociecha...
I przepadaj? gdzie? w dali
Samotnie, bez ?zy, bez echa.
Tylko wiatr niesie ku niebu
Brzemienne kl?tw? rozpacze
I wyje pie?ni pogrzebu...
W ciemno?ciach j?czy i p?acze. ~ Asnyk Adam
Sonet XI (Ile? to zgon?w..)
Ile? to zgon?w i narodzin ile W kr?tkim dni naszych przechodzim zakresie!
T?um nowych p?d?w wci?? do ?ycia rwie si?,
Gdy to, co przedtem w pe?nej kwit?o sile.
Spada jak li?cie obumar?e w lesie...
Szybko mkn? w przesz?o?? niepochwytne chwile,
A ka?da cz?stki oderwane niesie
Z naszego wn?trza... i sk?ada w mogile.
Wci?? co? przybywa i co? nam ucieka;
My?li, uczucia rodz? si? i gin?;
Ka?dy dzie? stwarza ?wie?y kszta?t cz?owieka.
Kt?ry nad dawn? wyrasta ruin?...
I tylko pami?? wi??e w ca?o?? jedn?
Mgliste obrazy, co w przelocie bledn?. ~ Asnyk Adam
Z podr??y Dunajcem
Ju? jasny ksi??yc na wodospadzie Haftuje srebrem strumienia bieg
I fala, co si? do snu nie k?adzie,
Lekko potr?ca o skalny brzeg.
Ju? ciemne lasy drzemi? w oddali
Szemrz?c modlitwy wieczornej ch?r,
Dalekie echa g?uchn? na fali
I we mg?ach ton? podn??a g?r.
??dk? do drogi strumie? ko?ysze
I pian? rosi nadbrze?ne mchy:
P?y?my wi?c w ciemno?? i nocn? cisz?,
W krain? cud?w, marze? i mg?y.
G?ow? sw? oprzyj na mym ramieniu
I do ksi??yca obr?? sw? twarz,
I o?wiecona w bladym promieniu
O widmie szcz??cia dumaj i marz!
Ja b?d? ?ledzi? na twojej twarzy
Przelotnych marze? ruchom? ni?
I b?d? my?la?: Jak pi?knie marzy...
l zwolna zaczn? o tobie ?ni?.
A tak ci? sen m?j sercem odmieni,
?e mi wykwitniesz jak bia?y kwiat,
Pe?en miesi?cznych dr??cych promieni,
Rzucony ze mn? w fantazji ?wiat.
I b?d? mniema? wtenczas wp??senny,
?e na twych marze? t?czowym tle
Widz? uczucia odblask promienny,
P?yn?cy ku mnie na srebrnej mgle...
A kiedy jeszcze fala zdradziecka
O kamie? nasz? potr?ci ??d?,
To ty z przestrachem trwo?nego dziecka
Na mnie wzruszone spojrzenie rzu?!
I do mnie bli?ej pochyl si? ca?a
I ujmij silniej bratersk? d?o?
Ja b?d? my?la?, ?e? ty zadr?a?a
W mojego serca spojrzawszy to?...
A kiedy dalej wyp?yniem zwolna
Na w?d leniwych spokojny szlak,
Mo?e pomy?l?, ?e? kocha? zdolna
I ?e mi ?ezk? rzucasz na znak!
Wi?c p?yn?c znowu w girlandach piany,
Co si? roztr?ca o progi ska?,
Wyszepn? przez sen: ?em zakochany
I ?em ci serce na wieki da?.
Tak rozmarzeni oboje cisz?,
Pij?c t?sknot? i nocny ch??d,
Wymienim s?owa, kt?re us?ysz?
Fale i duchy leniwych w?d;
I w ksi??ycowych blasku promieni,
Rw?c kwiaty marze? na srebrnej mgle,
Uwierzym, ?e?my sercem z??czeni
W pierwszej mi?o?ci rozkosznym ?nie.
Lecz gdy przybijem wreszcie do brzegu,
Rzucaj?c miejsce czarownych scen,
Wtenczas o dobrym my?l?c noclegu,
Poznamy wkr?tce, ?e to by? sen! ~ Asnyk Adam
Na ?niegu
Biel? si? pola, oj biel?, Zasn??y krzewy i zio?a
Pod mi?kk? ?niegu po?ciel?...
Bia?a pustynia doko?a. -
Gdzie by?a ??czka zielona,
Gdzie gaj rozkoszny brzozowy,
Drzew obna?one ramiona
Stercz? spod zaspy ?niegowej.
Opad?a weselna szata,
Znikn??y wiosenne czary,
Wiatr ga??zkami pomiata,
Zgrzytaj? suche konary.
Tylko ?wierk zawsze ponury,
W tym samym ?a?obnym stroju,
W?r?d obumar?ej natury
Modli si? pe?en spokoju.
Wi?c drzewa obdarte z li?ci
Na jego ciemn? koron?
Patrz? si? okiem zawi?ci,
G?owami trz?s? zdziwione...
Pr??no g?owami nie trz??cie,
Wy nagie, bezlistne gaje!
Przemija rozkosz i szcz??cie,
Bole?? niezmienn? zostaje.
Adam Asnyk
22 grudzie? 1871 ~ Asnyk Adam
Cho? p?l i ??k...
Cho? p?l i ??k Odm?adzasz kr?g,
Roznosz?c wo? mi?osn?,
Nie wr?cisz mi
Mi?o?ci dni,
O czarodziejko, wiosno!
Nie wskrzesisz z?ud,
Poj?cych wprz?d
Zachwytem serce moje,
Nie dla mnie ju?
Rumieniec r??
I ?wie?ych uczu? zdroje.
Wi?c z czasry twej
Dla innych lej
Rozkoszy s?odkie miody,
Niech z twoich szat
Rwie cudny kwiat
Kochank?w zast?p m?ody.
Mnie tylko daj
Szumi?cy gaj
Nad moj? g?ow? senn?...
I otocz mnie
W g??bokim ?nie
Mi?o?ci? dusz promienn?. ~ Asnyk Adam
Siwy koniu
Siwy koniu, siwy koniu! Co? tak zadumany?
Nie wiesz drogi, nie wiesz drogi?
Do mej ukochanej.
Moja mi?a nas rzuci?a,
Nie wyrzek?szy s?owa;
Jak nie znajdziesz do niej drogi,
Zgin?? nam gotowa.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ci??ko tobie b?dzie,
Przegonimy wiatr, co wieje
Nie spoczniemy w p?dzie.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ci??ej sercu memu -
Bo straci?o ju? nadziej?,
Samo nie wie czemu! ~ Asnyk Adam
Posy?am kwiaty
Posy?am kwiaty - niech powiedz? one To, czego usta nie m?wi? st?sknione!
Co w serca mego zostanie skryto?ci
Wiecznym odd?wi?kiem ?alu i mi?o?ci.
Posy?am kwiaty - niech kielichy sk?oni?
I pr?sz? srebrn? ros? jak ?ezkami,
Mo?e uleci z ich najczystsz? woni?
Wyraz dr??cymi szeptany ustami,
Mo?e go one ze sob? unios?
I rzuc? razem z woniami i ros?.
Szcz??liwe kwiaty! Im wolno wyrazi?
Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi
Ich wonne s?owa nie mog? obrazi?
Dziewicy, cho? jej upadn? pod nogi;
Wzgard? im usta nie odp?ac? skromne,
Najwy?ej rzekn?: s?ysza?am - zapomn?.
Szcz??liwe kwiaty! mog? patrze? ?miele
I sk?ada? ?ycze? utajonych wiele,
I ?ni? o szcz??ciu jeden dzie? s?oneczny...
Zanim z t?sknoty uwi?dn? serdeczniej. ~ Asnyk Adam
Ch?opca mego mi zabrali...
Ch?opca mego mi zabrali. Matulu!
W ?wiat daleki go pognali,
A ja za nim umr? z b?lu -
Da?am na msz? sznur korali,
Niechaj Pan B?g go ocali,
Matulu!
Do szeregu poszed? z broni?.
M?j Bo?e!
Tam ?mier? pewna - poszed? po ni?.
Mi?o?? moja nic nie mo?e
Ani ?zy go nie zas?oni?
Przed zawistnej ?mierci d?oni?.
M?j Bo?e!
Nie pytaj? o to wrogi.
Kto ginie.
Czy jest sercom ludzkim drogi?
Czy p?acz siostry za nim p?ynie?
Czy umiera matka z trwogi.
Kiedy pyta ?mierci srogiej:
Kto ginie?
Na kulami zaoranej.
Na roli.
Ma pa?? we krwi m?j kochany...
Czyli? na to B?g pozwoli.
By samotnie gin?? z rany
Z dala swoich - na zasianej
Krwi? roli?
Spojrzyj na nas, Ty Panienko
Przeczysta!
I nad serca mego m?k?
Ty si? zlituj, o gwia?dzista
Niebieskiego dnia jutrzenko!
Os?o? jego swoj? r?k?,
Przeczysta! ~ Asnyk Adam
Anakreontyk
Nie szcz?d? mi rajskich rozkoszy! R??anych ustek nie ?a?uj!
Zanim si? dzika my?l sp?oszy,
Niebieska! ty swoim wzrokiem
Zalej mnie blask?w potokiem,
Bez ko?ca pie?? mnie i ca?uj!
Odp?dz? widziad?a wstr?tne,
Ze ?mierci? hardo si? zmierz?,
Gdy w poca?unki nami?tne
Roztopi? duchow? dzielno??,
W rozkoszy tych nie?miertelno??,
W t? jedn?, ach, tylko wierz?!
Przed twym o?ywczym p?omieniem
Dusza mu kielich otwiera,
Rozkwita z dziewiczym dr?eniem
W ?wiate? i woni ob?oku,
W twych ustach i w twoim wzroku
Znajduj?c wieczno??, umiera.
Eros zawstydzi si? blady
Przed moich pragnie? po?arem,
W?r?d sennej ?ycia biesiady
Pij?c nadziemskie s?odycze,
Wszystkie ?zy twoje przelicz?
Dobyte szcz??cia nadmiarem.
A gdy si? strawi doszcz?tnie
To ?ycie nic ju? nie warte -
W ostatniej chwili, nami?tnie -
Na twoim oparty ?onie,
W nowe si? blaski przes?oni?,
Patrz?c w twe oczy otwarte. ~ Asnyk Adam
Na nowy rok
S?yszycie? P??noc ju? bije, Rok stary w mg?y si? rozwiewa,
Jak sen przepada...
Krzyczmy: Rok Nowy niech ?yje!
I rwijmy z przysz?o?ci drzewa
Owoc, co wiecznie dojrzewa,
A nie opada.
Rok stary jak ziarnko piasku
Stoczy? si? w czasu przestrzenie;
Czy? go ?a?owa??
Niech ginie! bez ?zy, oklasku,
Jak ten gladiator w arenie,
Co upad? niepostrze?enie
Czas go pochowa?.
Bywa?y lata, ach! krwawsze,
Z rozpaczy j?kiem lec?ce
W przesz?o?ci mrok.
A echo powraca zawsze,
Przynosz?c skargi pal?ce...
Precz z smutkiem! ?ycze? tysi?ce
Na Nowy Rok!
Spod gruz?w rozbitych z?udze?
Wynie?my ark? rodzinn?
Na sta?y l?d!
Duchowych ??dni przebudze?,
Pot?g? sta?my si? czynn?
Bacz?c, by w stron? nas inn?
Nie uni?s? pr?d.
Rozumu, niezgi?tej woli,
Prawdziwej duchowej si?y
I serc czysto?ci!
A B?g nam stan?? pozwoli,
I z naszej skromnej mogi?y
Dzieci si? b?d? uczy?y,
Jak ?y? w przysz?o?ci.
W olbrzymim pokole? trudzie
B?d?my ogniwem ?a?cucha,
Co si? po?wi?ca,
Nie marzmy o ?atwym cudzie!
Najwy?szy heroizm ducha
Jest walk?, co nie wybucha,
Prac? bez wie?ca.
Uderzmy w kielichy z winem
I bratnie podajmy d?onie,
Wszak?e ju? czas!
Cho? r??ni twarz? lub czynem,
Niech nas duch jeden owionie,
Niech zadr?y mi?o?ci? w ?onie
I z??czy nas!
Bo mi?o?? ta, kt?ra p?ynie
Z poznania ziemskiego m?tu,
Jest ?wiat?em dusz!
Cho? Bogu wznosi ?wi?tynie,
Potrafi zst?pi? bez wstr?tu
I wyrwa? s?abych z odm?tu
W po?rodku burz.
Niech ?yj? pierwsi w narodzie,
Je?eli zawsze s? pierwsi
I w Po?wi?ceniu!
Gdy z czasu potrzeb? w zgodzie,
W szlachetnym czynie najszczersi, Sw? dum? umieszcz? w piersi,
A nie w imieniu!
I ci, co ?adnej spu?cizny
Na grobie matki nie wzi?li
Pr?cz ?ez - niech ?yj?!
Je?eli mi?o?? ojczyzny
Jako synowie poj?li
I na wy?omie stan?li,
Gdzie gromy bij?.
Spe?nijmy puchary do dna
I ?yczmy sobie nawzajem
Szcz??liwych lat!
Niech my?l powstanie swobodna
I ?wiat?o b?y?nie nad krajem!
Bogu w opiek? oddajem
Przysz?o?ci kwiat.
Tych naszych braci, co cierpi?,
Mi?o?ci? nasz? podnie?my
M?cze?ski r?d.
Niech od nas pociech? czerpi?,
Nadziej? w ich sercach wskrze?my,
Wo?aj?c: jeszcze jeste?my
Niech ?yje lud! ~ Asnyk Adam
Pami?ci J?zefa P.
By?e? jednym z tych ludzi nielicznego ko?a, Co wierni idea?om, pod nog? nie czuj?
Ziemskiego b?ota - dotkni?ciem si? truj?.
Ludzi pal?cej my?li i bladego czo?a,
Co ra?eni w kolebce spojrzeniem anio?a,
Jak b??dne cienie po ziemi si? snuj?.
A wyzwolenia z m?ki czekaj?c serdecznej,
Jak stracone pikiety wielkiej armii lud?w
Id? - niepostrze?eni dokazuj? cud?w,
Gin?c bez echa w niepami?ci wiecznej.
Przebieg?e? swoje met? jak rycerz bez trwogi,
Bez skargi, bez pociechy; ani twemu oku
Ods?oni?a si? przysz?o?? w ognistym ob?oku,
Jak ostatni sakrament do ostatniej drogi.
Do twojego grobowca nie zst?pi cie? s?awy,
Co po podziemiach zbiera swoje ulubie?ce,
A pr?chniej?ce ko?ci stroj?c w lauru wie?ce,
Na zasiew ?wiatu rzuca ich proch krwawy.
?pij cicho, fala ?ycia leniwo si? toczy
Dla tych, co sztandar walki chc? zatkn?? przy zgonie,
I nie?miertelno??, kt?r? czuj? w ?onie,
Przekaza? pokutnicy, co w popio?ach kroczy,
A kt?r? ogl?dali w t?sknocie proroczej
Kr?low? lud?w - zwyci?sk? w Syjonie.
Adam Asnyk
Neapol, pa?dziernik 1864 ~ Asnyk Adam
Barkarola
Noc taka jasna! Gwiazdami p?onie,
?wiat?em okala
Przejrzyste tonie.
Noc taka jasna,
Jasna i cicha!
Zaledwie fala
Szemrze i wzdycha.
??dka, jak ptasz?,
Po wodzie z lekka
Wzlatuje z nami,
I w dal ucieka.
A serca nasze
Pe?ne zachwyt?w,
Wybig?y ?zami
W morze b??kit?w.
W ?wiate? powodzi
W niebo si? wznosz?,
Mi?o?ci? dr??ce,
Senn? rozkosz?.
P?y? wi?c, o ?odzi,
Cho?by na wieki,
Przez wody ?pi?e
W obszar daleki...
A gdzie? w przestrzeni
Zginiem w oddali,
W p??cieniach jasnych
Na srebrnej fali.
A roztopieni
W cichym b??kicie,
Tylko serc w?asnych
Us?yszym bicie.
Adam Asnyk ~ Asnyk Adam
Na telefon
tutaj treść

